Demeter. Kantata na alt solo, chór żeński i orkiestrę op. 37 bis (1917, 1924)

Krótka, kilkuminutowa kantata (lub, jeśli kto woli, duża pieśń) Demeter op. 37 bis stanowi kontynuację stylu fantastyczno-kolorystycznego z Pieśni miłosnych Hafiza op. 26 i III Symfonii, jakkolwiek bez ekstatycznych uniesień tej ostatniej. Wyraz uczuciowy utworu jest zresztą odległy od namiętnej liryki Szymanowskiego z pierwszego okresu wojny, co tłumaczy się przede wszystkim podjętym tematem.

Demeter, bogini rolnictwa i urodzaju (czczona w materiach eleuzyjskich) była matką Persefony, w której, gdy zbierała kwiaty na sycylijskiej łące, zakochał się Hades. W jednej chwili rozwarła się ziemia i władca podziemi porwał dziewczynę do swego królestwa. Demeter, która słyszała krzyk, rozpoczęła długotrwałe poszukiwanie zaginionej, a wskutek rozpaczy bogini zamarło życie roślinne na Ziemi, co wywołało interwencję Zeusa. W wyniku układu między bogami Persefona odtąd przez pół roku miała pozostawać jako małżonka u boku Hadesa, a na drugie pół roku wracać do matki. Stąd każdą wiosna przyroda rozkwita, a z końcem jesieni zamiera.

Zofia Szymanowska w swym wierszu (nie najwyższego lotu, dość pretensjonalnym i pozbawionym żywego uroku tekstów Pieśni księżniczki z baśni), zajęła się tylko jednym epizodem mitu: poszukiwaniem przez bolejącą Demeter zaginionej córki.

Słońce na mrocznym szafirze niebios kona
i pełznie szara mroku pleśń
wiatr cichą załzawioną bólem pieśń
gra na zwichrzonych strunach moich włosów.

Pokorna bólem idę w poniewierce śladami dziecka
już do swych gniazd wracają ptaki
zimne oczy gwiazd patrzą w me biedne okrwawione serce.

W mroku mię płacz twój doleciał dziecino
idę więc w pustkę wyciągnąwszy dłonie i pustkę tulę na zmartwiałym łonie.

Morze szlochem w dal uderza siną
wstępuję w Nocy bezgłośną Nirwanę
gdzie jeno serce dzwoni serce łzami szklane.

Kompozytor potraktował ten tekst w sposób emocjonalnie powściągliwy, bez mocnego dramatyzmu, a raczej malarsko-nastrojowy. Partia orkiestry (w której ważną rolę mają harfy, czelesta i fortepian) zachwyca ucho bogatą, „impresjonistyczną” kolorystyką, zwłaszcza w 19-taktowym wstępie instrumentalnym o lekkiej i ruchliwej fakturze, gdzie barwy orkiestrowe odmieniają się niemal z każdym taktem, a często i po pół taktu — widać w tym skrajne oddalenie się kompozytora od tradycyjnej techniki i faktury. Elementem koloru jest także chór, śpiewający akordami bez słów — z zamkniętymi ustami lub na głosce a. Melodyka śpiewu solowego jest atonalna i ukazuje typowe dla Szymanowskiego różnorodne kombinacje interwałów; rozpoznajemy tam zmieniające się cząstki różnej diatoniki, elementy skali całotonowej, półtonowej, arabsko-perskiej. W przebiegu kantaty nie powraca żaden motyw; materiał jest coraz to nowy. Rozwój utworu, w tempie powolnym i niemal cały czas w ściszonej dynamice, przechodzi przez różne fazy nastrojowe: od fantastyki wstępu i pierwszej strofy śpiewu, przez bolesną surowość drugiej strofy do nieco ostrzejszego dramatyzmu i kulminacji w trzeciej — to jedyne miejsce w utworze dochodzące do forte i fortissimo. Po opadnięciu dynamiki następuje najpiękniejszy, finałowy odcinek liryczny, związany ze strofą ostatnią. Skrzypce, bardzo wysoko, powtarzają prosty motyw na trzech dźwiękach diatonicznych, towarzyszą im urywane tryle niższych smyczków i wyszukane, wielodźwiękowe akordy fortepianu arpeggio. Ostatni wers tekstu zamyka się w rozłożonym melodycznie akordzie cis-e-gis-ais, równocześnie słychać aż do końca cichy, rytmiczny stukot kotłów, wyraźnie ilustrujący słowo „serce”, użyte dwukrotnie w ostatniej linijce wiersza.

Pierwsze wykonanie Demeter odbyło się dopiero 17 IV 1931 roku w Filharmonii Warszawskiej, dyrygował Grzegorz Fitelberg, partię solową śpiewała Maria Karnicka.