Mandragora. Pantomima w 3 sprawach op. 43 (1920)

Balet-pantomima Mandragora był pierwszym utworem scenicznym Szymanowskiego wystawionym w teatrze. Pomysł zrodził się w rozmowie, do której w ciepły dzień kwietnia 1920 roku zasiedli w ogródku przy warszawskim Teatrze Polskim dwaj przybysze z porewolucyjnej Rosji: Ryszard Bolesławski i Karol Szymanowski oraz Leon Schiller, podówczas sekretarz literacki Teatru, a także reżyser i autor ilustracji muzycznej do kilku przedstawień. Wszyscy trzej stali się później artystami najwyższej rangi w kulturze nie tylko polskiej. Żaden z nich nigdy już później niczego podobnego do Mandragory – z pozoru błahostki – nie stworzył. Zrodziła się z żartu, jednak spełniła ważne dramaturgiczne funkcje w przedstawieniu sztuki Moliera Mieszczanin szlachcicem.
Bohater komedii mieszczanin Pan Jourdain, wzorem ludzi dystyngowanych chce umieć tańczyć, rozumieć muzykę i filozofię, mieć modne ubranie i organizować u siebie koncerty i widowiska. Takim widowiskiem danym na koniec molierowskiej akcji przez Pana Jourdain dla zaproszonych gości staje się Mandragora. Ma formę baletowej groteski w konwencji włoskiej komedii dell’arte; autorzy scenariusza, Bolesławski z Schillerem nazwali rzecz “pantomimą w trzech sprawach”, niejako w trzech małych aktach. Z komedii dell’arte wywodzi się postać Kolombiny porwanej na dwór znudzonego żoną Króla Sinadaba, tchórzliwy Kapitan Kokodrillo i Doktor z Bolonii – towarzysze Arlekina podążającego śladem ukochanej Kolombiny. Śpiewa on nawet tenorową ariettę w stylu Donizettiego Notte e di t’amo… (“Nocą i dniem kocham i uwielbiam cię. Czekam na twoje ‘tak’, ale twój głos mówi ‘nie’. Biada mi! Piękna niewdzięcznico, umieram!”). Galerii teatralnych figur dopełnia Królowa Gulinda, Eunuch i Papuga. Tytuł to nazwa śródziemnomorskiej byliny uznawanej za afrodyzjak; lek z mandragory zaaplikowany przez Doktora Królowi przywraca jego namiętność ku małżonce, i Kolombina zostaje uwolniona.
Szymanowski skomponował muzykę na orkiestrę kameralną w składzie 15 instrumentów (w nagraniu – jak dotąd jedynym – dla firmy Naxos z 1996 r. trwa ona 23 minuty). Nad nutami wpisał zabawny tekst scenariusza. Instrumentacyjne pomysły dostosował do sytuacji, w których Król ziewa, zgrzyta zębami, lub puszcza dym z fajki, Papuga skrzeczy, Królowa wygraża pięściami, Kapitan drży ze strachu, Kolombina zalotnie tańczy, itp. W rezultacie powstała partytura w lekkim parodystycznym stylu, pełna muzycznego dowcipu. Wcześniej elementy takiego stylu Szymanowski wprowadził do swej operetki Loteria na mężów – później zaś do warstwy fortepianowej niektórych pieśni z cyklu Rymy dziecięce. Leon Schiller po tej współpracy określił kompozytora “wybornym muzykiem teatru”.
Mandragora, będąc dziełem w pełni oryginalnym, silnie osadzona jest w kulturze europejskiej i jej tradycji. Komedię Moliera Mieszczanin szlachcicem wystawioną jesienią 1670 roku na zamku Chambord z muzyką Jean-Baptiste Lully’ego, też kończyła rozbudowana scena baletowa. Zainteresowanie dramaturgią Moliera i jej form splecionych z muzyką, wróciło w okresie wielkiej reformy teatru na przełomie XIX i XX wieku. Współpracujący z Richardem Straussem wybitny literat Hugo von Hofmannstahl dokonał adaptacji Mieszczanina, w której Pan Jourdain zaprasza w finale gości nie na balet, lecz na operę Ariadna na Naxos (która pojawia się w repertuarach teatrów operowych jako autonomiczne dzieło Straussa). W dawnej partyturze Lully’ego istotne znaczenie pełni scena, w której Nauczyciel tańca, podśpiewując “la la la”, uczy Pana Jourdain kroków menueta i wytwornej postawy. Menueta Pana Jourdain po ponad dwóch wiekach zacytował w swej muzyce Strauss, a później Szymanowski.
Warszawska premiera Mieszczanina szlachcicem z Mandragorą 15 czerwca 1920 roku skupiła na afiszu najciekawszych bodaj polskich artystów tamtej doby. Odbyła się w Teatrze Polskim wybudowanym przez Arnolda Szyfmana i za jego dyrekcji. Dla sztuki Moliera wykorzystano znakomity przekład Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Scenografem przedstawienia był Wincenty Drabik, wielki artysta polskich scen. Zgodnie z założeniem reżyserów i autorów scenariusza Mandragory, Bolesławskiego i Schillera, taneczno-pantomimiczne role odtwarzali w niej aktorzy, wśród nich tak znaczni, jak Janusz Strachocki, Aleksander Węgierko, Stanisława Umińska. Pana Jourdain grał jeden z najznamienitszych polskich aktorów Stefan Jaracz. W kulminacyjnym momencie walki Arlekina z Królem w Mandragorze, Jaracz-Jourdain wkraczał na scenę, by rozwikłać fatalną sytuację, przy dźwiękach zacytowanego przez Szymanowskiego – w partii fletu – Menueta Lully’ego.
Mandragora Szymanowskiego, podobnie jak Straussowska Ariadna na Naxos, natychmiast stał się dziełem samoistnym. Jego dzieje sceniczne, niezbyt bogate, są jednak urozmaicone, bowiem zespoły wykonawcze tworzyli zarówno tancerze, jak aktorzy. Jako balet wystawiono ją w Nowym Jorku (1922) i w Chicago (1925). Po wojnie Kazimierz Dejmek wykorzystał utwór do ilustracji muzycznej przedstawienia Kruka Carlo Gozziego (1960). Janina Jarzynówna-Sobczak wystawiła go w Operze Bałtyckiej z udziałem wybornych tancerzy (1961). Ciekawą interpretację zyskała Mandragora w Telewizji Polskiej (1963) gromadząc na ekranie świetnych aktorów (Barbara Krafftówma, Wiesław Gołas, Wojciech Pokora) razem z tancerzami (Stanisław Szymański, Barbara Olkusznik, Krystyna Mazurówna). Replikę przedstawienia Bolesławskiego i Schillera, czyli Mieszczanina szlachcicem z Mandragorą dał Teatr Polski we Wrocławiu (1964). Poza impresyjną wersją Jana Dormana w Teatrze Lalki i Aktora “Ateneum” w Katowicach (1981), wszystkie pozostałe inscenizacje nadawały Mandragorze postać baletu: w Warszawie (1966, 1982), Krakowie (1978, 1983), Gdańsku (1979), Wrocławiu (1982) – mimo że, jak pisał Bohdan Pociej – “Mandragora nie jest baletem sensu stricto; jest pantomimą, żartem tanecznym i żartem muzycznym urodzonym w atmosferze improwizacji. Jej muzyka pisana jest lekko i od niechcenia, jakby z pewną nonszalancją czy przymrużeniem oka. Ten żart popełniony przez Szymanowskiego i Schillera wywodzi się z ducha komedii dell’arte, po prostu znajduje tu ona jedno ze swych niezliczonych wcieleń” („Ruch Muzyczny” 1963 nr 8).