II Symfonia B-dur op. 19

II Symfonia op. 19 jest najświetniejszym dziełem wczesnego okresu twórczości Szymanowskiego. Zbudowana, tak samo jak II Sonata, z dwóch części: allegra oraz tematu z wariacjami, zakończonego fugą, przewyższa ją jednak pod każdym względem. Kompozytor był z nowej symfonii wyjątkowo zadowolony, a w trakcie pracy pisał do Stefana Spiessa (8 VIII 1909):

„dawno mi się już tak nic nie podobało jak ta Symfonia. Mam wrażenie, że poodkrywały mi się jakieś nowe pudełeczka z muzycznymi wartościami, ale bynajmniej nie w znaczeniu ultra-modernizmu — przeciwnie — ta Symfonia to trochę Zopf-Musik [muzyka zacofana].”

Owe „pudełeczka” oznaczały więc po prostu serię świetnych pomysłów muzycznych, jakie odkrywamy zwłaszcza w kolejnych wariacjach, nie zaś wizje przyszłego stylu Szymanowskiego. II Symfonia jest jednym z dzieł, które raczej zamykają dotychczasową epokę (sytuując się wyraźnie na jej skraju) niż otwierają nową. Jej 2-częściowa budowa mieści się zarazem w planie formalnym tradycyjnej symfonii, zważywszy, że początek II części (temat i pierwsze dwie wariacje) wyróżnia się jako odrębny ustęp powolny, dalsze wariacje mają charakter scherza, a ostatnia wariacja z fugą stanowi potężny finał.

I część (Allegro moderato. Grazioso) pełni rolę wprowadzenia — niezdecydowanego emocjonalnie i o nieco mglistych konturach — do istotnych, porywających muzycznie wydarzeń części „głównej”. W allegrze od początku przykuwa uwagę jego pierwszy, zasadniczy temat — bardzo wyrazisty i zapadający w pamięć mimo nieprostej budowy. Tonacja B-dur, podkreślona pierwszym akordem orkiestry, szybko się rozpływa w chromatycznych postępach, toteż nazywanie dzieła Symfonią B-dur jest równie umowne, jak II Sonaty fortepianowejSonatą A-dur. Poczucie tonalne nie jest z pewnością najważniejszym elementem w percepcji tej dość skomplikowanej dźwiękowo muzyki. W niektórych jej momentach przypomina się jeszcze Richard Strauss, jak na przykład w biegnącej szesnastkami ku górze frazie łącznikowej, czy też w częstym efekcie wyłaniania się z orkiestry skrzypiec solo (dotyczy to zresztą i pierwszego wejścia tematu, stąd też jeden z krytyków warszawskich zauważył po premierze, że jest to chyba pierwsza symfonia rozpoczęta skrzypcami solo!). Ale można też napotkać miejsca bliższe Debussy’emu (epizod z tremolami smyczków i glissandami harfy po drugim temacie). Najwięcej jednak słychać Szymanowskiego — w swoistym „błądzeniu” linii smyczków w wysokim rejestrze, w ekstatycznych wyładowaniach, w ogromnym falowaniu emocji, w szybkim przechodzeniu od liryzmu do uniesienia, od dramatu do nagłego uspokojenia — jak w smakowitym miejscu w przetworzeniu (oraz w kodzie), gdy po napięciu szczytowym orkiestry wchodzą nagle delikatne jak szept akordy trąbek i puzonów eon sordino. W tej części Symfonii można czasami odnaleźć już przedsmak nastrojów I Koncertu skrzypcowego. Ale równocześnie nie brak w niej “regerowskich” kontrapunktów i techniki właściwej Szymanowskiemu z okresu młodzieńczego; dotyczy to oczywiście całej Symfonii.
Po rozwichrzonej I części radykalną przemianę przynosi piękny, głęboki i skupiony — zarazem chromatycznie wyrafinowany — temat (Lento), otwierający szereg niezapomnianych wariacji o bardzo wyrazistych profilach muzycznych i ekspresyjnych, przy tym formalnie kunsztownych i zdyscyplinowanych. Pierwsze dwie wariacje rozwijają wykwintny liryzm tematu, wzmagając jego temperaturę. Trzecia, bardzo rozbudowana wariacja (Scherzando. Molto vivace) jest jednym z najwspanialszych ustępów całej Symfonii; pełna wdzięku, ruchliwa i błyskotliwa w operowaniu motywami (również tematu I części) i rytmami, stanowi — dzięki żywym dialogom różnych grup instrumentalnych — rodzaj małego koncertu na orkiestrę. Następne dwie wariacje przynoszą subtelne stylizacje gawota i menueta; ich nieco zawoalowana taneczność łączy się z oryginalną harmoniką (zaskakujące połączenia prostych akordów w gawocie, antycypujące Prokofiewa!). Ta „scherzowa” grupa wariacji stopniowo ucisza się i łagodnieje przed finałem, który otwiera VI wariacja — wpadająca jak burza ze swą potęgą i demoniczną pasją. Jest ona wstępem do wielkiej Fugi o znakomitym, ostrym rytmicznie temacie, wyprowadzonym z tematu wariacji, ale nie mniej śmiałym i nowoczesnym w kształcie i wyrazie, jak temat fugi w II Sonacie. Do tematu głównego dołączają jeszcze cztery inne tematy (m. in. z I części), co tworzy razem niezwykle kunsztowną całość, wykorzystującą w różnych głosach (także w kontrapunktach) wszystkie ważne motywy z całej Symfonii. Tę bogatą i pełną przepychu muzykę ożywiają typowe dla Szymanowskiego uniesienia emocjonalne. Kontrastuje z nimi nagle cichy i spokojny epizod Lento, jak obcy, liryczno-medytatywny wtręt. Tym większy efekt przynosi powrót energii Finału, której apogeum stanowi końcowy, głęboko przejmujący odcinek dzieła (Largo, fff), w którym triumfalna i majestatyczna blacha współgra polifonicznie z szesnastkowymi frazami smyczków, tworząc razem wyraz swoistej ekstazy. Partytura II Symfonii (dedykowanej Grzegorzowi Fitelbergowi) nie została wydana przez Universal Edition, gdyż kompozytor po pierwszych wykonaniach nosił się z zamiarem wprowadzenia do niej pewnych zmian w instrumentacji. Pracę tę jednak odkładał, zajęty nowymi dziełami — już w zupełnie innym stylu; wykonał ją dopiero przy współudziale Fitelberga w roku 1936. Partyturę wydało po raz pierwszy Polskie Wydawnictwo Muzyczne (Kraków) w 1954 roku. Fakty te spowodowały nieobecność w świecie i w rezultacie zapoznanie jednej z najważniejszych symfonii, reprezentujących ostatnią, XX-wieczną fazę późnego romantyzmu w europejskiej muzyce.