II Koncert skrzypcowy op. 61

II Koncert skrzypcowy op. 61 powstał na prośbę Pawła Kochańskiego, który od dawna pragnął mieć w swym repertuarze nowy utwór Szymanowskiego. Możliwość realizacji tego pomysłu wyłoniła się w roku 1932, w związku z zamiarem skrzypka spędzenia wakacji w Zakopanem. 9 III 1932 kompozytor pisał do Zofii Kochańskiej: „Okropną mam ochotę pracować z Pawełkiem! Może się wyłoni jakaś nowa sonata — a bodaj nawet drugi koncert!” W lipcu Kochańscy przyjechali do Zakopanego i Szymanowski, korzystając — jak podczas pracy nad I Koncertem — ze wskazówek i porad wiolinistyczno-technicznych Pawła, w niedługim czasie naszkicował utwór. Kochański ułożył później do niego kadencję. 6 IX kompozytor pisał do Zygmunta Mycielskiego: „Paweł sprowokował i wprost wydusił ze mnie cały (drugi) koncert skrzypcowy (oczywiście dotychczas tylko w szkicu). Napisałem go niespełna w 4 tyg. — możesz więc sobie wyobrazić, jak musiałem pracować i jak bardzo jestem zmęczony.” Instrumentacją zajął się Szymanowski dopiero w następnych miesiącach, oczywiście z przerwami, gdyż rozpoczęły się właśnie jego występy z IV Symfonią. Partytura Koncertu została ukończona po roku — we wrześniu 1933.
II Koncert skrzypcowy jest bardzo różny od poprzedniego. Nie zostało tu nic z kwiecistej poezji i baśniowej fantastyki, ornamentalnego przepychu, erotycznego żaru i ekstatycznych wybuchów tamtego dzieła. Owszem, są tu czasem wielkie uniesienia uczuciowe, właściwe Szymanowskiemu, ale — oszczędnie dozowane i dalekie od manifestowania subiektywnych stanów duszy: raczej pogodne, triumfalne, pełne radosnego zachwytu i euforii. W muzyce nowego dzieła panuje ton obiektywny i rzeczowy, klarowność myśli, jasna, słoneczna aura i uśmiech, choć nie brak w niej także delikatnej liryki.
W II Koncercie Szymanowski chyba najbardziej oddalił się od tradycji i wzorców muzyki niemieckiej: zarówno od ducha postwagnerowskiego, jak i nowego ekspresjonizmu oraz wiedeńskiej dodekafonii, w stosunku do której dzieło plasuje się, jakby demonstracyjnie, na wręcz przeciwległym biegunie. Szymanowski unika tu, jak nigdzie, chromatycznych gąszczy, eksponuje diatoniczną, modalną jasność (choć zmienną w używanym materiale), do tego zaznacza wyraźnie tonalne punkty odniesienia.
To wszystko jednak — poza tradycyjnym systemem harmonicznym i zawiłościami romantycznych modulacji; tonalne zakotwiczenia zmieniają się nieczęsto, ale ważniejsze od nich są ewolucje brzmienia akordów, motywów melodii i wirtuozowskich figuracji. Niezwykła zwięzłość i ekonomia myśli staje się podstawą bogatego i zmiennego w szczegółach dyskursu. Tematy są proste i lapidarne, ale wywiedziona z nich forma przebiegu muzycznego bynajmniej prosta nie jest, jakkolwiek w swym rozwoju pozostaje przejrzysta i logiczna. Na tle muzyki europejskiej II Koncert skrzypcowy uderza oryginalnością: trudno znaleźć dlań wśród dotychczasowych koncertów skrzypcowych jakikolwiek wzór, czy to w estetycznym duchu i charakterze, czy to w formie. W typie wyrazu i kolorytu brzmienia muzyka ta nie przypomina żadnego innego stylu, jest bardzo swoista i „własna”. Może przez jakiś moment, w temacie drugiej części, przemknie cień Strawińskiego (z Historii żołnierza), ale równie dobrze może to być odniesienie do ludowej taneczności i „kanciastego” stylu gry podhalańskich skrzypków. Najwięcej jeszcze estetycznych i wyrazowych analogii można by odnaleźć z późnymi dziełami BartókaKoncertem altówkowym i Divertimentem, ewentualnie też II Koncertem skrzypcowym — które miały dopiero powstać. W swojej istocie jednak jest II Koncert Szymanowskiego (tak samo zresztą, jak i jego I Koncert) dziełem osobnym i unikatowym. Jego oryginalność ujawnia się także w formie. W toku Koncertu nie ma przerw, ale obszerna cadenza solisty dzieli go wyraźnie na dwie różne części o różnym materiale i budowie: pierwsza zbliża się do szeregu wariacji, druga — do ronda. Dodajmy, że w każdej z nich pojawia się wydzielona — jakby daleko idąca dygresja — odrębna część powolna, która przerywa i chwilowo „zawiesza” rozwijany wątek, tak, jak to się dzieje u Chopina w Fantazji f-moll i w Polonezie-Fantazji. Dopiero po tej lirycznej dygresji powraca przerwany tok i jego naturalna puenta.
Pierwsza część (Moderato) rozpoczyna się niezwykle dyskretnie i cicho: na statycznym, „pastelowym” tle smyczków i klarnetów rozbrzmiewa prosta (o rysach ludowych) krańcowo oszczędna fraza solisty. Zatrzymuje się ona najpierw na materiale trzech tylko dźwięków: e-fis-g, potem przechodzi na trzy inne — a-b-d tworząc w sumie dziwną, niepełną skalę diatoniczną — frygijsko-dorycką (na podstawie a, uwydatnionego basami). Ta lapidarna fraza, powtórzona przez waltornię, to jednak tylko wstęp, z którego motywu wyrasta za chwilę rzeczywisty, pełny temat o bardzo jasnym, pogodnym wyrazie. Rozpoczęty tak samo na trzech dźwiękach, ale od gis, biegnie teraz w tonacji E lidyjskiej, a jego drugie zdanie porzuca już ascetyczną skromność wstępu i rozwija się w bujną, śpiewną melodię, która następnie przechodzi w ruchliwe figury. Przebieg tej części to jakby szereg krótkich, coraz żywszych wariacji tematu o rosnącej energii i napięciu, które się wyładowuje w pięknie brzmiącej kulminacji samej orkiestry, gdzie temat ujawnia wreszcie swoje radosne i porywające mocą oblicze. Po uniesieniu tym następuje wspomniana dygresja — powolny epizod (Andante sostenuto) z bardzo liryczną melodią skrzypiec, zmieniającą wciąż odniesienie tonalne i „błądzącą” w rozmarzeniu, w tak typowy dla Szymanowskiego sposób. Krótki łącznik „scherzowy” i rosnące nagle napięcie przygotowują drugą kulminację orkiestry, która przynosi bardzo ekspresyjną repryzę tematu.
Po kadencji solowej autorstwa Kochańskiego, opartej na ubocznych motywach z pierwszej części, następuje część druga (Allegramente) z ostrym rytmicznie, wesołym, tanecznym tematem. Jego archaiczno-modalny materiał z przejściową pentatoniką przywodzi na myśl melodie kurpiowskie, ale agresywna rytmika, brzmienie harmoniczne skrzypiec i szorstki wyraz wiążą się znów z Podhalem. Część ta, bogata i pełna blasku tak w partii solisty, jak i w orkiestrze, przypominą rondo z dwoma epizodami. Po epizodzie pierwszym, lirycznym, powraca temat, a właściwie jego przetworzenie — najbardziej wyrafinowany, pikantny i wymyślny kolorystycznie ustęp Koncertu, z ostro bitonalnymi harmoniami i efektami brzmieniowymi, kojarzącymi się z ludową kobzą. W miejsce drugiego epizodu zjawia się szeroko rozwinięta, jakby zupełnie odrębna, ekspresyjna część śpiewna (Andantino) o pięknej melodii, opartej na zmiennej diatonice. Po tej poetyckiej „dygresji” wraca skoczny temat, teraz z nowymi rozwinięciami i przypomnieniem jeszcze raz tematu z pierwszej części. Olśniewająca, radosna w nastroju koda wyprowadzona jest z głównego motywu tematu tanecznego.
II Koncert skrzypcowy wykonał po raz pierwszy (i jedyny) Paweł Kochański 6 października 1933 roku w Filharmonii Warszawskiej, pod dyrekcją Grzegorza Fitelberga. Był to ostatni występ skrzypka, cierpiącego na raka wątroby, występ heroiczny, gdyż artysta w trakcie gry musiał walczyć z bólem, co było widoczne dla publiczności, obserwującej jego twarz. 12 I 1934 roku Kochański zmarł w Nowym Jorku. Pierwszym wykonawcą Koncertu w Ameryce był Albert Spalding, który zagrał go pod dyrekcją Sergiusza Kusewickiego 30 XII 1934 w Bostonie. Szymanowski przeżył śmierć Pawła głęboko (był to drugi, w krótkim odstępie czasu, zgon bliskiej mu osoby: w grudniu 1933 zmarł jego brat Feliks Szymanowski). Dając do druku Eschigowi partyturę II Koncertu, zaopatrzył ją dedykacją: „A la memoire du Grand Musicien, mon cher et inoubliable Ami, Paul Kochański” (Pamięci Wielkiego Muzyka, mojego drogiego i niezapomnianego Przyjaciela, Pawła Kochańskiego).