I Koncert skrzypcowy op. 35

I Koncert skrzypcowy op. 35 powstawał w Zarudziu, w roku 1916, został dedykowany Pawłowi Kochańskiemu. W trakcie pracy nad instrumentacją Szymanowski pisał do Stefana Spiessa (9 IX 1916): „Muszę powiedzieć, że jestem bardzo kontent z całości — znów różne nowe nutki — a zarazem trochę powrotu do starego. — Całość strasznie fantastyczna i nieoczekiwana.” Dzieło to jest pierwszym nowoczesnym koncertem skrzypcowym — pierwszym, który porzucił tradycję XIX wieku i systemu dur-moll na korzyść nowego języka dźwiękowego i kolorystycznego oraz nowej ekspresji. Co więcej, Koncert ten nie nawiązuje, nawet najogólniej, do żadnego znanego dotąd typu koncertu skrzypcowego i prezentuje koncepcję wyjątkowo oryginalną — tak pod względem aury dźwiekowo-nastrojowej, rodzaju przeżycia zawartego w dziele, jak i formy. Jest to właściwie koncert-poemat — nie rezygnujący bynajmniej z cech koncertowych i wirtuozowskich, ale odrzucający budowę klasyczną i przyjmujący postać jednoczęściowego (choć wewnętrznie bardzo zróżnicowanego) poematu. Ale bynajmniej nie w sensie poematu symfonicznego z literackim programem, a tylko w znaczeniu indywidualnie pomyślanej formy, zawierającej silnie poetycką treść. Szymanowski, zarysowując w kompozycji instrumentalnej złożoną muzyczną „opowieść”, której materiałem są zmienne uczucia i nastroje, idzie w istocie tropem Chopina i jego ballad. Z tym, że muzyczno-wyrazowa zawartość I Koncertu raczej nie ewokuje klimatu balladowego, nie ma też w sobie nic z demonicznego dramatyzmu. Warto zauważyć, że nieobecność w utworze ekspresji typu dramatycznego wyłącza go wyraźnie z tradycji i konwencji romantycznej, dla której dramatyczne wzburzenia i konflikty, choćby w jakiejś części utworu, były — zwłaszcza w dużych formach — wprost nieodzownym elementem muzycznej wypowiedzi. U Szymanowskiego dramatyzmu, ani tragizmu nie ma — spotykamy raczej ostre, zmysłowe aż do bólu napięcia i namiętne, ekstatyczne uniesienia, wyłaniające się z kolorowych i niezwykłych, by nie rzec czarodziejskich obrazów dźwiękowych. Choć nie brak w tym dziele znamion romantycznego liryzmu, to jednak nowe środki harmoniczne, uczuciowe natężenie i gorąca temperatura emocji przekraczają wszystkie wzory muzyki XIX wieku. Stąd, bardziej niż o romantyzmie, można by tu mówić o specyficznym, indywidualnie odczutym ekspresjonizmie.
Szczególny charakter poematu, jakim jest I Koncert wynika z nasycenia go dwoma pierwiastkami uczuciowymi: baśniową fantastyką i erotyzmem. Pierwszy odbija się w języku brzmieniowym utworu, w jego ornamentalnych figurach i kolorystyce; drugi — w gorących uniesieniach melodyczno-harmonicznych, wypełnionych zmysłowością, ale także w subtelnej grze „miłosnych” niuansów, we frazach kojarzących się z zalotnością, kokieterią czy delikatną pieszczotą. Bogata, pełna przepychu melodyka opiera się na znanych już z poprzednich utworów „orientalnych” krokach interwałowych (charakterystyczne jest zwłaszcza przeplatanie się małych tercji i półtonów), ale niekiedy także na wyraźnych motywach tonalnych, diatonicznych, chociaż harmonie akompaniamentu czasami przeczą tonalnemu rozumieniu frazy. Dużą rozpiętość środków zdradza język harmoniczny Koncertu: obok współbrzmień i kombinacji radykalnie nowych pojawiają się sekwencje bardziej tradycyjne, przypominające wcześniejszą muzykę Szymanowskiego. Tutaj po raz pierwszy pojawia się efekt, niejednokrotnie później wykorzystywany przez kompozytora, polegający na chwilowym powrocie do romantycznych zwrotów harmonicznych, do czystego trójdźwięku, do wyraźnej tonacji — w celu uzyskania pewnego działania wyrazowego, zrozumiałego w kontekście całości. To więc, co dawniej stanowiło normalną podstawę języka dźwiękowego, u Szymanowskiego staje się szczególnym, lokalnym środkiem ekspresji, wzbogacającym nową muzykę, tym samym nabiera więc nowego znaczenia. Osobliwe jest przy tym, że tego rodzaju „tradycyjne” miejsca nie rozbijają jednolitego stylu Koncertu, lecz zdają się wynikać w sposób naturalny z toku muzyki; odczuwamy je jako zwroty właśnie wyrazowe, nie zaś stylistyczne.
Dzieło odznacza się w ogóle dużą rozpiętością brzmień, uczuć i nastrojów. Wiele w nim delikatnej, przejmującej liryki, właściwej tylko Szymanowskiemu (wysokie rejestry skrzypiec, snujące się w bogatych meandrach śpiewne motywy, wysublimowane brzmienia orkiestry), obok tego mnóstwo barwnej fantastyki (zwiewne, „chochlikowe” figurki, piękna, zmysłowa kolorystyka partii skrzypiec i orkiestry), wreszcie — namiętne, ekstatyczne uniesienia w szczytowych momentach kompozycji. Ogromne znaczenie w stylu i uroku dzieła ma jego malarstwo dźwiękowe — nie tylko w skrzypcach, ale i (przede wszystkim) w orkiestrze. Szymanowski objawił się tu jako wielki mistrz kolorystyki orkiestrowej — jeden z największych w swojej epoce. Finezja instrumentacyjnych pomysłów w Koncercie zdaje się nawet przewyższać uroki brzmienia orkiestry w III Symfonii i Pieśniach Hafiza op. 26. Na specjalną uwagę zasługuje piękne współgranie wybranych harmonii z odpowiednią instrumentacją, co daje łącznie niezapomniane brzmienia (jak choćby w głównym motywie tuż przed końcem Koncertu).
W budowie I Koncertu skrzypcowego można wyodrębnić pięć faz, różniących się nastrojem i materiałem motywicznym (choć zdarzają się w nich lokalne nawroty do faz poprzednich). Mimo kontrastowych zestawień trudno tu mówić o częściach koncertu; fazy te są zbyt mocno wmontowane w nieprzerwany tok muzyczny całego utworu. W przeciwieństwie do III Symfonii, gdzie części, choć nie zaznaczone przez kompozytora, są jednak przynajmniej oddzielone pauzami z fermatą, tutaj brak wyraźnych cezur, przeciwnie — kompozytor stara się, by „części” przechodziły jedna w drugą płynnie, niemal niezauważenie. Nazwijmy je „ogniwami”, pamiętając o ich nieautonomiczności i ścisłym powiązaniu z innymi, ale i o wyrazowej odrębności. Muzykę pierwszego ogniwa można by najogólniej określić jako baśniowo-fantastyczną, muzykę drugiego — jako liryczno-namiętną, trzecie ogniwo — to rodzaj scherza, czwarte — łagodny, uspokajający nokturn; finałowe piąte ogniwo, zawierające solową cadenzę, przynosi syntezę wszystkich poprzednich faz.
Mimo wewnętrznego zróżnicowania, I Koncert skrzypcowy w swym pomyśle i aurze dźwiękowej jest dziełem estetycznie jednolitym i wysoce indywidualnym, o którym chciałoby się powiedzieć to samo, co o III Symfonii: nie ma w historii muzyki pokrewnej czy podobnej doń kompozycji. A ze względu na łatwo ujmujący, jedyny w swoim rodzaju czar i powab, można go śmiało zaliczyć do najpiękniejszych w ogóle koncertów skrzypcowych. Niestety, kompozytor musiał czekać sześć lat na jego prawykonanie: odbyło się ono 1 XI 1922 w Filharmonii Warszawskiej, grał Józef Ozimiński, dyrygował Emil Młynarski. Dopiero dwa lata później wykonał Koncert Paweł Kochański z Leopoldem Stokowskim w Nowym Jorku, a następnie także w innych miastach amerykańskich.