Sonata d-moll na skrzypce i fortepian op. 9 (1904)

„Wczoraj… Paweł Kochański z Melcerem grali moją Sonatę (nawiasem mówiąc – podle), ale powodzenie było kolosalne, wyobraź sobie: musiałem parę razy wyłazić na estradę. Krytyki świetne – chociaż, jak się domyślasz, głupie bardzo”, relacjonował Szymanowski w kwietniu 1910 przyjęcie przez warszawską publiczność Sonaty na skrzypce i fortepian d-moll op. 9. Utwór ten skomponował 6 lat wcześniej, w późnoromantycznym stylu, jaki był mu wtedy bliski, i zadedykował Bronisławowi Gromadzkiemu – skrzypkowi-amatorowi, z którym zaprzyjaźnił się w Elizawetgradzie.
Sonata dowodziła, że 21-letni wówczas student Zygmunta Noskowskiego zadowalająco opanował klasyczne formy. Pierwszą część stanowi „obowiązkowe” allegro sonatowe (Allegro moderato, patetico), z dwoma tematami: wirtuozowskim, o ekspresji narastającej do con spasione, i lirycznym, dolcissimo. Środkowa (Andantino tranquillo) ukształtowana jest w formie ABA, pomysłowo jednakowoż łącząc w sobie tradycję części powolnej i scherza. Finał (Allegro molto, quasi presto) pokazuje do zrozumienia, że młodemu kompozytorowi nieobcy był kontrapunkt: temat wprowadzony jest w kanonie, później zaś pojawia się również w inwersji. Tematy wszystkich trzech części Sonaty są spokrewnione.
Podczas koncertu wspomnianego w liście, na życzenie publiczności muzycy bisowali część środkową, najbardziej udaną również zdaniem wielu recenzentów. Rozpoczyna ją fortepian, następnie skrzypce intonują quasi cadenza (spokrewnioną z pierwszym tematem poprzedniej części) i dopiero wtedy rozbrzmiewa główny temat (będący z kolei metamorfozą tematu dolcissimo). Kontrast wprowadza miniaturowe scherzo. W miarowym rytmie grają je skrzypce pizzicato, a fortepian staccato. Powtórzenie Andantino prowadzi do romantycznej kulminacji: kolejne warianty tematu ewoluują od cantabile do con passione.
Pierwszymi wykonawcami Sonaty – w kwietniu 1909 w Warszawie – byli Paweł Kochański i Artur Rubinstein. W późniejszych latach często grywali ją inni skrzypkowie, zazwyczaj z towarzyszeniem kompozytora. Muzyka tradycyjna, „romantyczna”, a przy tym popisowa i dla skrzypka, i dla pianisty, niezmiennie budziła entuzjazm. Szymanowski mógł więc rychło napisać o Sonacie: „rzecz pod każdym względem popularna”.