I Kwartet smyczkowy C-dur op. 37 (1917)

Latem 1917 Szymanowski postanowił napisać kwartet smyczkowy. Wiadomość tę Paweł Kochański przyjął z zadowoleniem, wypominając przyjacielowi: “pamiętasz, jak nie lubiłeś kwartety, mówiłeś, że to nie zadawalnia Ciebie, że za mało brzmienia?” Tymczasem jednak Szymanowski wykształcił już własny styl muzyki skrzypcowej (zresztą przy wydatnej pomocy Kochańskiego) i postanowił zmierzyć się z kameralną obsadą smyczkową. Nad nowym utworem pracował głównie jesienią, w Tymoszówce i Elizawetgradzie. Zaplanował kwartet klasycznie czteroczęściowy, zwieńczony fugą. Utwór przyjął jednak nieco inną postać, niż to było pierwotnym zamiarem kompozytora. Zamknął się w trzech częściach – dwóch lirycznych i motorycznej ostatniej. Scherzo, które miało pojawić się na drugim miejscu w cyklu, ostatecznie stało się jego zamknięciem.
“Duch Palestrinowskiej diatoniczności panuje na wstępie…”, z entuzjazmem pisał Zdzisław Jachimecki o epizodzie Lento assai, jaki otwiera I Kwartet smyczkowy C-dur op. 37. Poprzedza on allegro sonatowe (Allegro moderato) klasycznie zbudowane, brzmiące jednakowoż impresjonistycznie, przynależące do świata Mitów i I Koncertu skrzypcowego. Spokojna, pełna wyrazu kantylena rozbrzmiewa zazwyczaj w wysokim rejestrze, na tle szmerowego towarzyszenia.
Początek środkowej części Andantino semplice (In modo d’una canzone) oddala się od tej poetyckiej atmosfery. Rozbrzmiewa stosunkowo prosta melodia, jaka podobno rok wcześniej przyszła Szymanowskiemu na myśl podczas spaceru po sławnym parku Zofijówka pod Humaniem. Temat ów przekształcany jest w wariacjach, które szybko jednak przywracają klimat znany z ówczesnej muzyki Szymanowskiego. W epizodzie Lento assai melodia, na ogół powierzana pierwszym skrzypcom, rozwija się na niezwykle barwnym tle tworzonym przez tremola, figuracje w drobnych wartościach rytmicznych, glissanda, grę z tłumikiem, artykulację sul tasto oraz flażolety. “Nigdy jeszcze żadne z jego dzieł nie dyszało takim żarem południa – pisał Jarosław Iwaszkiewicz na łamach “Wiadomości Literackich” pod wrażeniem pierwszego wykonania utworu – nie upałem południa sycylijskiego czy żałobą greckiego żaru, kiedy to fletnia Pana uśmierca serca, lecz żarem soczystym, dojrzałym, pachnącym zbożem Ukrainy…. zawodzenie, jakie się miesza w żarkie południe… z wysokim świergotaniem cykad.”
Attacca rozpoczyna się ostatnia część (Scherzando alla burlesca. Vivace ma non troppo), radykalnie przeobrażając charakter muzyki. Pierwszy temat finału jest persyflażem fugata w scherzu z V Symfonii Beethovena, i rozpoczyna się imitacyjnie, jakby chcąc pokrewieństwo to podkreślić. Przede wszystkim jednak każdy głos gra – i zanotowany jest – w innej tonacji: A-dur, Fis-dur, Es-dur i C-dur. “Jest to zupełny unikat muzyki współczesnej”, pisał w 1927 roku Zdzisław Jachimecki, pozostając pod wrażeniem owego “harmonicznego eksperymentu”. Wypada jednak podkreślić, że podstawą owej politonalności jest czterodźwięk zbudowany z tercji małych (c, es, fis i a), więc brzmi ona łagodnie, wręcz konsonująco. Całość zaś kończy się najprościej, jak tylko można: w C-dur.
W styczniu 1923 Szymanowski otrzymał za kwartet główną nagrodę na konkursie Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego (innych utworów jury w ogóle nie nagrodziło). Wyróżnienie przyniosło mu nie tylko satysfakcję, ale i pewien zastrzyk gotówki, ważny w jego ówczesnej sytuacji finansowej. Kiedy jednak doszło wreszcie do pierwszego wykonania utworu – 7 marca 1924 w Warszawie (prymariuszem zespołu złożonego z muzyków Filharmonii Warszawskiej był Józef Ozimiński) – Szymanowski wyrażał się o Kwartecie dość powściągliwie: “nie należy do kompozycji specjalnie przeze mnie lubianych, przedstawia jednak pewną wartość”, pisał do Heleny Kahn-Caselli z Zakopanego, dokąd udał się, zadowoliwszy się wysłuchaniem utworu na próbach (w dniu koncertu był już pod Tatrami).
Swój I kwartet smyczkowy Szymanowski zadedykował Henry Prunieres, redaktorowi paryskiego miesięcznika “La Revue Musicale”.